Ha - nie potrafie jednoznacznie powiedziec czy lubię czy nie lubię :D
Trochę jednak lubię tak pokręcić się po wielkoformatowych sklepach wsrod tych wszystkich lampek, aniolkow, lasek (cukrowych) i tandety swiątecznej.
Wbrew wszelkim opiniom, ze zakupy przedswiateczne to masakra.. nie jest tak zle.
Przestrzen sklepowa jest chyba juz obecnie wieksza niz przestrzen mieszkaniowa, więc spoko.
Prezenty - w tym roku naprawde ograniczone do minimum, choc jak sie zacznie kupowac - to jeszcze, jeszcze, jeszcze... za malo za malo za malo...
Jest w tym jakaś przyjemnosc i zarazem paraliż decyzyjny - komu, ile i za co :)
I tak się potem okazuje (tuz po kupnie z reguły), że prezent wydaje nam się marny, do dupy, nietrafiony i najlepiej kupić nastepny :D
Czekając az Ania zdecyduje sie na kolor i fakturę rajstop - ajfon zrobil takie zdjecie.
(Po kliknięciu większa wersja rozwali mózgi - jak sie załaduje)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz